Młodzi Gniewni

Od wydarzeń w Toruniu minęło już trochę czasu. Zapewne dużo w polskich szkołach nie zmieniło się. System nie pozwala na szybkie i drastyczne zmiany, które od razu przyniosą określone skutki.

Co jakiś czas się słyszy o kolejnych atakach uczniów na nauczycieli. Do napisania tego posta zainspirowała mnie Gazeta Wyborcza, a raczej komentarze do artykułu: “Uczeń grozi, a nauczyciele milczą”. Jeden z nich:

Nie będzie! Zaraz się pojawią roszczeniowi rodzice, którzy, nawet jeśli nie 
znajdą wsparcia u dyrekcji (a to najczęściej), zgłoszą sprawę do kuratorium. A 
kuratorium ZAWSZE SIĘ POCHYLI nad nieszczęściem ucznia. Pracuje w szkole 11. 
rok. Kiedy chcę wymagać od uczniów, trafiam na dwie możliwe sytuacje. 1. mądrzy 
rodzice, zadowoleni z wymagań (zdarzyły mi się dwie takie klasy na około 60), 2. 
histeria, skargi, straszenie kuratorium etc. Ech.

Czy faktycznie trzeba się bać? Miałem przez kilkanaście tygodni praktyki w różnych szkołach. Nawet w tych uznawanych za “te gorsze”. Chodzi mi o podstawówki i gimnazja.

Moim zdaniem problem polega na tym, że nauczyciele się boją, a nie uczniowie. Jak ja chodziłem do podstawówki to różne rzeczy robiliśmy, ale nikt nie podniósł ręki na nauczyciela. Dzieciakom teraz wydaje się, że mogą wszystko robić. Ja osobiście nie przestraszyłbym się ucznia, który by mi groził dyrektorem czy kuratorium. Jak chcesz to idź, masz do tego prawo. Trzeba być konsekwentnym w tym, co się robi.

referendumskok

Wystarczy, że dziecko raz wyczuje, że nie jesteśmy konsekwentni i już możemy mieć problem. Do konsekwencji należy dołączyć sprawiedliwe traktowanie wszystkich, które buduje autorytet w młodych. Nie można oczywiście zapomnieć o wiedzy jaką powinien dysponować nauczyciel. Bez niej będzie mu ciężko zbudować cokolwiek…

Kolejna sprawa to choroby na “dys…”. Trzeba sobie zadać pytanie czy te wszystkie papierki z “dys” mają na celu pomóc uczniowi czy też nie? Czy będziemy sprawiedliwi w stosunku do innych uczniów (bez “dys”) dając im trudniejsze zadania? Kiedyś dosłownie jedna góra dwie osoby w klasie miały “dys” coś tam, a teraz? Kilka osób w klasie jest chorych i trzeba je specjalnie traktować.

image003

Dzisiejsze matury też pozostawiają wiele do życzenia… One nawet wiedzy nie sprawdzają. Z polskiego nie trzeba nawet lektury znać, żeby zdać. Matma to nauczenie się dosłownie kilku zadań, które na każdej maturze są. Angielski to też banał do zdania. Kiedyś napisanie matury to było coś. Wielkie kartki zapisane wypracowaniem, które musiało mieć kilka stron, żeby zostało pozytywnie ocenione. Zadania z matmy miały  poziom, a teraz to żenada jest.

Po maturze ludzie dostają się na studiach, na których dostają porządnie w tyłek za swoje braki. Wielu daje sobie spokój po kilku zajęciach i mówią, że to nie dla nich. Jedne braki powodują kolejne.

Leave a Comment

Your email address will not be published. Required fields are marked *